2012 25, Styczeń 13:43

Próbujesz wejść na stronę swojego banku, klikasz, klikasz, enter i… nic. Na ekranie ciągle kręci się kółeczko, ładuje pasek, ale strona nie pojawia się. w Końcu otrzymujesz komunikat „strona internetowa jest niedostępna”. Na szczęście chciałeś tylko przelać pieniądze za nowe buty jakiemuś facetowi z Allegro i najwyżej, jeżeli zostanie trochę kasy na koncie, kupić większą kość RAM-u do lapka, bo kolejna aktualizacja systemu znowu poskromiła jeszcze nie tak dawno kupiony komputer – tytana i herosa megaherców. Mówisz „luzik” i idziesz do banku zrobić przelew. Jeżeli masz konto internetowe w banku na „m” lub podobnym, to niestety jesteś w czarnej ciasnej dziurze, bo nie masz fizycznej placówki i musisz wyciągnąć kasę z bankomatu, odbyć wycieczkę na pocztę, by stojąc w kolejce za staruszkami próbującymi wysłać pocztówki, móc dokonać upragnionego wspaniałego przelewu.

To był Twój punkt widzenia, a teraz spróbujmy sobie wyobrazić jak mogłoby to wyglądać w firmach wykonujących dziennie dziesiątki czy nawet setki przelewów. W poprzednim przypadku nie było wesoło, teraz to już jest katastrofa. Miesięczna blokada największych banków na świecie spowolniła by gospodarkę do poziomu sprzed 15 lat, a duże korporacje wyhamowałyby praktycznie do zera. Do tego dodajmy blokady rządowych stron internetowych większych krajów, włamania na konta bankowe polityków i wyciąganie tajnych dokumentów na światło dzienne (ups, zapomniałem, że WikiLeaks już to robi ;) ).

Chwilę przed tymi wydarzeniami z internetu znika Wikipedia, The Pirate Bay, YouTube, Google zostaje ocenzurowane, a Facebook i Twitter tracą użyteczność. Bez tych stron mniejsi artyści nie mają się gdzie promować, na rynku muzycznym pozostają tylko grube ryby. Ich płyty sprzedają się teraz lepiej niż wcześniej, a wytwórnie zacierają tylko ręce i jęczą z rozkoszy. Grube miliony trafiają na konta wydawców, a ich portfele pękają w orgazmicznym materialistycznym tańcu. Tak, to jest to, zapach wspaniałych, przeleżanych w setkach zapoconych kieszeni, banknotów.  Wydawcy się cieszą, a artyści stoją dalej w tym samym miejscu, bo pieniążków przybyło trochę więcej, ale bez rewelacji. Na szczęście muzycy najwięcej zarabiają na koncertach i nie muszą się przejmować pieniędzmi z płyt – one mają ich tylko reklamować. Kiedyś ludzie wymieniali się linkami do teledysków z YT, piosenek z Wrzuty, lub ciekawymi torrentami. Artysta, jeżeli był dobry, był promowany przez ludzi – tak nieznane kiedyś lub nowe piosenki stawały się hitami na portalach społecznościowych, były często ściągane z torrentów i słuchane na różnych stronach. Teraz wszystko się zmieniło i na koncertach sprzedaje się tylko dwie trzecie lub mniej biletów.

Mija kolejny miesiąc, „policja myśli” dzielnie patroluje internet w poszukiwaniu groźnych przestępców dzielących się „bez zgody autora” przepisami na ciasto malinowe. „Wielki Brat” pęka z dumy mogąc kontrolować swoich i nie tylko swoich obywateli, jeden z ministrów, ociera mu z twarzy ślinę, która pociekła na widok maila dostarczonego przed sekundą przez Tepsę – niczego nie świadoma jeszcze dziewczyna wysłała chłopakowi swoje zdjęcia w nowej bieliźnie. Notka od zaufanego pracownika TP brzmi „wiem, że pan takie lubi”. Brat każe wyjść swoim podwładnym by sam na sam zmierzyć się z tą okrutną „piracką” rzeczywistością i jeszcze raz wesprzeć stronę „dobra” w tej niekończącej się batalii.

Gdy Wielki Brat w pocie i znoju wspiera i myśli za miliony biednych obywateli, grupa Anonimowych dokonała kolejnego przewrotu. Tym razem z kont polityków, zamieszanych w groźny pakt, od którego wszystko się zaczęło, zniknęły pieniądze. Wieczorem na blokowanych wcześniej rządowych stronach zostaje udostępniony film: w kadrze widać człowieka w białej masce, przypominającej maskę Guya Fawkesa użytą w „V jak Vendetta”, który polewa benzyną stertę banknotów w jakiejś starej opuszczonej hali fabrycznej. Następnie mężczyzna wyciąga zapalniczkę i podpala nasączoną już dobrze zieloną górę pieniędzy. Po chwili  znika, a kilka minut później na miejscu pojawia się policja i wyłącza kamerę. Członek Anonimowych nie pozostawiając po sobie żadnych śladów, poza zwęglonymi banknotami, znika.

To tylko przykład jak mogłaby wyglądać przyszłość, gdyby w życie miała wejść ACTA, SOPA, PIPA lub podobny chory polityczny twór, a my skromni szarzy obywatele musielibyśmy codziennie stawiać opór smutnej rzeczywistości. Na szczęście to tylko wymysł mojej fantazji i miejmy nadzieję, że politycy mają trochę oleju w głowie i nie podpiszą czegoś równie absurdalnego, co pozwalałoby na założenie internautom chomąta na szyję.
blog comments powered by Disqus