Tak więc, zaczęło się. Apple, a w zasadzie jakiś ich prawniczy twór w Polsce podjął walkę z serwisem Applemania.pl. Chodzi o wykorzystanie wizerunku jabłka i nazwy „Apple” w tytule, a co za tym idzie, również domeny. Applemania szablon graficzny już zmieniła, ale chcąc podkopać wizerunek firmy, którą w zasadzie – lepiej, czy gorzej, to jest już kwestia sporna – reklamowała, redaktorzy zamieścili informacje o pozwie i jego fragmenty. Wywołało to trochę zamieszania, a ja nie chciałem pisać o tym dopóki informacja nie będzie potwierdzona. Teraz jest. Na kilku znanych blogach jak i na samej Applemanii toczą się zażarte dyskusje, w komentarzach przewinęło się tam też kilka ciekawych wpisów informujących o tym, że taki pozew rzeczywiście istnieje.
Według mnie jest skandalem, że korporacja taka jak Apple „strzela sobie w stopę”, uderzając w społeczność Macuserów i portal ich reklamujący. Tak, reklamujący. Na dodatek robiący to nie licząc na korzyści materialne ze strony samej firmy. Cios jest o tyle bolesny, że w Polsce nie ma oficjalnych reklam Apple Inc. i jej produktów, a jedynie protezy w postaci spotów operatorów sieci komórkowych, konkursów z iPodami. Sytuacji nie poprawi nawet Fronczewski z iPadem w reklamie „pewnego banku”. Największą reklamę firmie robią sami użytkownicy, prowadząc blogi, fora i macewangelizując znajomych. Ktoś w Apple’u nie rozumie tego i postanowił zaatakować Macuserów z polskiej sieciosfery.
Po trosze mogę zrozumieć postawę firmy wobec tej konkretnej strony – jest dosyć cienka i może psuć wizerunek Apple’a. Nie zmienia to jednak tego, że wyszło jak wyszło i Apple stracił w oczach wielu ludzi. W moich oczach także, ponieważ można to było załatwić inaczej. Denerwuje mnie szczególnie to, że uwzięli się na nazwę domeny i życzą sobie jej usunięcia. Jak można zakazać komuś używania słowa „jabłko” („apple” w tłumaczeniu na polski to „jabłko” – przyp. autor)? Pytam się: jak? Według mnie, to co uczyniła ta kancelaria zakrawa o niezłą paranoję. Potrafię zrozumieć jeżeli ktoś broni czegoś co sam wymyślił – jabłonie rosną na naszej planecie od tysięcy lat, istnieje 10000 odmian, a jabłko ma ponad 30 symbolicznych znaczeń, więc Jobs nie był pierwszy. Nie widzę podstaw do tego, żeby zakazywać komuś używania słowa „jabłko”. Gdyby ktoś użył nazwy „Microsoftomania” – są podstawy prawne do tego, ale w przypadku nazwy Apple (jabłko) i użycia logotypu z jego wizerunkiem, firma sama zamknęła sobie drogę do jakichkolwiek roszczeń. Nie można komuś zakazywać używania wizerunku jabłka i jego nazwy, tak samo jak nie można komuś zakazać używania nazwy i wizerunku słońca, kota, psa, czy kretoszczura. To po prostu nienormalne i dziwią mnie sytuacje, gdy jakiś sąd staje po stronie Apple Inc. w takich potyczkach. Ta sytuacja jest analogiczna do sprawy sprzed kilku lat, gdy Apple pozwało szkołę, która używała logotypu z jabłkiem (niepodobnym nawet do applowskiego) i na dodatek kupowała od wielu lat ich sprzęt. A może ich należy pozwać za używanie tejże nazwy? Matka Natura raczej tego nie zrobi, więc może ktoś inny – ktoś kto rozumie patologię tej sytuacji. A może Apple narzuci tantiemy na sadowników, lub zakaże spożywania ja%^ek? Tego niestety nie wiem. Wiem natomiast, że frazeologizm „zakazany owoc” traci w tym kontekście symboliczny sens.
[aktualizacja] MacKozer w tej chwili już zmienił tytuł bloga i dodał sprostowanie dotyczące swojej ksywki. Wychodzi na to, że posunięcie ze strony prawników Apple paraliżuje jak jad grzechotnika coraz bardziej polską blogosferę.
Aż nabrałem ochoty na ja%^ko:) Zasunę rolety, zejdę do piwnicy i zjem w tajemnicy, pozdrawiam.
Warto również przeczytać:
fuckyouapple.com - ciekawią mnie priorytety applowskich prawników.
-
http://potarganiec.wordpress.com/2010/09/28/wiele-halasu-o-nic/ Wiele hałasu o nic « Myśli potargane
-
Heidi
-
http://oszczedzanie.net Paweł Kata
-
Anonim

