
Na wstępie chciałbym przeprosić ewentualnych czytelników za to, że tak długo nie pisałem. Miałem trochę innych spraw na głowie w tym czasie, a prowadzenie bloga jest jak opieka nad kulawym psem – hobby bo hobby, ale to zawsze obowiązek. Obiecuję poprawę;) To co znajduje się niżej jest takim tekstem, który napisałem dosyć dawno temu, ostatnio go jednak wzbogaciłem i pomyślałem, że nadaje się już na pokaz publiczny. Kiedyś kawałek tychże właśnie wypocin spoczywał już spokojnie na łamach bloga, ale zdjąłem go z racji niezbyt artystycznej budowy – teraz jest już wszystko ok. Zapraszam w takim razie do czytania i życzę smacznego:)
- Jakub “KuboX” Koncewicz
Prolog
Pamiętam, pamiętam to… do dziś wydaje mi się to tylko snem… nie mogę uwierzyć, że to była rzeczywistość…
Wiem, że biegłem – to pamiętam dobrze, pewnie najlepiej z całej historii – serce biło najmocniej jak tylko mogło, puls wzrastał, a ciśnienie wypychało mi oczy, czułem, że jeszcze chwilę i wypadną. Zupełnie jakbym leciał nagi w kosmos, zupełnie nagi, bez skafandra. Próżnia kosmicznej pustki działała na moje ciało – wyciskała mnie jak dziecko wyciska końcówkę pasty do zębów na swoją kolorową niczym tęcza, zmieniającą barwy szczoteczkę. Na końcu korytarza – bo biegłem po klasztornym korytarzu, niedaleko ogrodu, w którym często pracowałem, a który tej nocy mienił się jasną zielonkawą poświatą dzięki efektowi odbijających się promieni ogromnego, jak na tę porę, księżyca – ujrzałem jakąś postać, im byłem bliżej, tym rysy postaci staranniej się rysowały, przyspieszałem, a twarz ukazywała już tożsamość osobnika. To był ojciec Olaf. Wiem, że krzyczał do mnie, ale ja nie zrozumiałem żadnego słowa – słyszałem tylko bełkot, zupełnie jakby krzyczało do mnie milion skrzywdzonych, głodnych i umierających dzieci wprost z pustki bezdennej otchłani. Moja ręka uniosła się, a nóż, który w niej trzymałem szybko i zgrabnie wbił się w szyję ojca Olafa. Nigdy nie widziałem tego noża, po prostu nagle jakby wyrósł mi z ręki – zupełnie jak te szybko rosnące, dzięki przyspieszeniu klatek, rośliny w kanałach przyrodniczych. Poczułem jak życie poprzez nóż przechodzi z Olafa prosto do mnie, jego puls słabnął – mój nagle też spowolniał. Przez chwilę byliśmy jednym, doznałem ekstazy, wiedziałam, że źle robię, że zabiłem człowieka, ale wtedy nie było to takie ważne. Czułem się fantastycznie, jak nigdy wcześniej! Krew zaczęła w nim stygnąć, rozsmarowywała się po podłodze, gdy zawlekałem jego ciało do klasztornej kaplicy. I oto byłem już w niej, z przodu na podwyższeniu stał duży – mniej więcej trzy metrowy – drewniany krzyż, a przed nim ołtarz, na którym rozłożyłem truchło. Zwykle odmawiam przy tym ołtarzu mszę, nie pomyślałbym tam kłaść zwłok, ale z niewiadomego mi powodu tak właśnie uczyniłem. Tym samym nożem, którym chwilę wcześniej pozbawiłem księdza życia wyryłem mu na piersi liczbę „28”. Przybiłem go do krzyża i chwilę później zakręciło mi się w głowie – wydaje mi się, że zemdlałem.
- Interesujące.
- Co jest interesujące? – odpowiedział zadziwiony ksiądz.
- Wszystko, ale w szczególności to jak przybiłeś staruszka do krzyża.
- To było potworne…
- Nie mów tak! Z jakiegoś powodu tak właśnie zrobiłeś.
- Zrobiłem to samoczynnie, nie panowałem nad sobą! – wykrzyczał wyraźnie rozdrażniony ksiądz.
- A ja Ci powiem jak było: dzień wcześniej pokłóciliście się – ty chciałeś odmówić wieczorną mszę, ale wtedy przypadała właśnie jego kolej. Byłeś rozdrażniony, a wiadomość o śmierci twojego ojca tylko cie jeszcze bardziej…
- Dość! Chciałem odmówić msze w jego intencji, ale Olaf nie chciał mnie dopuścić. Nienawidził mojego ojca. Był zwykłym zwyrodniałym skurwysynem. Gówno go powinno obchodzić jak umarł! Samobójstwo to strach… ucieczka od rzeczywistości, a nie zabójstwo. W ten, czy inny sposób chorzy ludzie też mają prawo do modlitwy i pamięci.
- Dlatego go zabiłeś?
- Nie, po prostu tak jakoś wyszło, już to mówiłem. Biegłem i…
- Przestań! Co pomyślałby sobie twój ojciec, gdyby dowiedział się jakiego chorego potwora wychował?! Zabiłeś tego człowieka z nienawiści, a On tylko natchną Cię do tego czynu.
- Jaki „On”? – kapłan wyraźnie się zdziwił – kim jest On?
- Wykończ go – w pomieszczeniu rozbrzmiał wyraźnie kobiecy głos, ale w więziennej celi był tylko Gabriel i Samuel – ksiądz zabójca.
- Jeszcze nie! – wykrzyczał Gabriel.
- O co ci chodzi? – wymamrotał przestraszony Samuel.
- Koniec wizyty! Czas się skończył! – krzyknął gruby policjant stojący za drzwiami celi.
- A więc żegnaj Sam – powiedział spokojnym głosem Gabriel i chwilę później zniknął za drzwiami.
- Naczelniku, czy przede mną ktoś widział się z tym człowiekiem?
- Oprócz policjantów, którym zresztą odmówił składania zeznań, był tu tylko dziennikarz. Nie wiem czy wyciągnął z niego jakieś informacje, ale był u niego dość długo – jakieś dwadzieścia minut.
- Zna pan może jego nazwisko?
- Tak – odpowiedział naczelnik – nazywa się John Jaworsky, jest można powiedzieć takim specjalistą od trudnych przypadków. Nie ma stałego zatrudnienia, działa w pojedynkę, mieszka sam. Opracowane przez niego artykuły zawsze są wielkim hitem, a lokalna gazeta odkupuje je za duże pieniądze. Jest najbogatszym bezrobotnym w mieście.
- Dziękuję za informacje. Liczę, że moją wizytę zachowa pan w tajemnicy tak jak umawialiśmy się, a na razie żegnam panów.
- Kim był ten człowiek szefie? – spytał gruby policjant.
- Kto? Widziałeś tutaj kogoś funkcjonariuszu Stewart? – odpowiedział pewnym głosem naczelnik Shapey.
- Nie szefie, nikogo nie widziałem…
Gabriel oddalił się od mężczyzn. Krocząc korytarzem, sięgnął do wnętrza płaszcza, wyciągnął telefon komórkowy i wybrał numer. Po kilku sekundach w słuchawce rozbrzmiał stary, zachrypły męsku głos: tak sir?
- Johnatanie, już wiem wszystko. Teraz twój ruch.
- Tak sir, przyjąłem. – odpowiedział głos w słuchawce – sir, wezwałem taksówkę, czeka przed wejściem.
- Dziękuję Johnatanie.
Rozdział pierwszy: Narodziny
Niemcy, rok 1945
Siedziba tajnej organizacji okultystycznej “Thule” w Berlinie.
- Profesorze! Udało się! Są stabilne, puls w normie – może rzeczywiście coś z tego będzie.
- Miejmy nadzieje. Nie zamierzam znowu tłumaczyć się przed Führerem i świecić oczami w sprawie funduszy.
Mężczyźni pokiwali głowami i zasiedli przy swoich biurkach. Jeden z nich, przeglądając jakiś wydruk pokryty różnej szerokości krzywymi liniami – podobnymi do tych jakie daje wynik badania EKG – zerwał się na równe nogi i krzyknął:
- Musi pan coś zobaczyć!
- Co się stało Erwin?
- Proszę tu podejść i spojrzeć na elektroencefalogram.
Jeden z naukowców – stary i siwy człowiek o wyraźnie germańskich rysach twarzy, idealnie, wręcz z pedantyczna precyzją ogolony i ostrzyżony – wstał od dużego, metalowego stołu. Podszedł do drugiego, młodszego od siebie, mniej schludnie ogolonego mężczyzny, stojącego przy dosyć pokaźnej wielkości szafie, wypełnionej wszelkiej maści sprzętem medycznym i diagnostycznym.
- Profesorze Klaus, proszę zwrócić uwagę na te częstotliwości – aktywność fal theta jest nadzwyczaj duża.
- Przecież utrzymujemy je w stanie sztucznej śpiączki – odpowiedział wyraźnie zdziwiony Klaus.
- Tak i właśnie to mnie zdziwiło. Są w stanie głębokiej śpiączki, a wynik EEG mówi że medytują, są w transie, hipnozie, czy Bóg jeden wie w czym.
- Nie mieszaj do tego Boga, Erwin. To nie Bóg je stworzył, tylko my i to my jesteśmy za nie odpowiedzialni.
- Profesorze, powinniśmy powiadomić, jak najszybciej Führera.
- Masz rację. Idę zadzwonić do kancelarii – oznajmił Kalus i chwilę później zniknął za dużymi, metalowymi drzwiami.
Następnego dnia,
Führerbunker, pod Starą Kancelarią Rzeszy w Berlinie.
Ojcze, wypełniłem słowo twoje. Zrobiłem wszystko jak kazałeś. Mamy teraz dwoje dzieci w posiadaniu, a nie jedno, jak zakładaliśmy na początku.
- Jestem z ciebie bardzo dumny mój synu. Wypełniłeś moje polecenia tak jak chciałem. Podaruje ci coś, czego nie zapomnisz do końca świata, doczesnego i przyszłego. Będziesz władał przez wieki… będziesz władał ziemiami moimi… w piekielnej otchłani. Odrodzisz się jako nowe, lepsze stworzenie, a demoniczna moc będzie rosła w tobie z każdą dekadą twojego mordu i okrucieństwa. Staniesz się demonem, jeszcze bardziej posłusznym niż teraz i poprowadzisz armię moją ku zagładzie tego świata.
- Dziękuję ci wieczny ojcze, panie ciemności, o niezliczonych dla ludzkiej świadomości imionach i znaczeniach. Dziękuję ci, mój ojcze.
- Choć nie jesteś moim prawdziwym synem, lecz przybranym, kocham cię jak własne dziecię. Jakim okazałbym się jednak ojcem dla mojego, jedynego i prawdziwego potomka. Dla mojego najukochańszego syna. Dlatego nagrodę otrzymasz w swoim czasie, a na razie każę ci zabić siebie i rodzinę twoją, abyś pokazał mi, ze jesteś godny zadania jakie ci oferuję. Na razie pozostaniesz w uśpieniu, w piekielnej kaplicy, wraz z innymi wygnańcami niebios i będziesz czekał na służbę swoją. Powrócisz, gdy będziesz potrzebny, Adolfie.
- Tak mój ojcze. Wypełnię wszystkie twoje rozkazy, każde twoje słowo, boś jedynym i prawdziwym ojcem mym, a Alois był tylko nędznym uzurpatorem. Wyrzekłem się własnego ojca dla ciebie.
- Wspaniale Adolfie! A teraz przyjdzie czas na panowanie mojego jedynego syna. Ofiaruję mu ciało dziecka, które dla mnie przygotowałeś. Drugie z dzieci musisz jednak zabić, więc zleć to swoim ludziom. Zrób to najpierw, zanim dokonasz dla mnie aktu swojego oddania. Zaprawdę, powiadam ci, nie pożałujesz swojego czynu.












Wrzesień 4th, 2010 at 13:27
Świetny artykuł, fajnie że nie jest monotonny, dobre dialogi
Wrzesień 5th, 2010 at 13:05
Cieszę się. Dzięki za wpis!
Leave a Reply